https://www.tlpoker.pl/


LP international Poland    Kontakt            Użytkownicy: 60 Aktywnych, 0 Zalogowanych - Godzina: 12:59
Poker Nowości








TLP Avatary Pokerstars:


Law in action.

Nowy na TLPoker? Zarejestruj się za darmo!
Indeks > Blogi pokerowe
 1 
  2 
  > 
Manius   . gru 27 2012 14:41. Postów 3807
Mija 9 miesiąc od momentu kiedy zagrałem swoje ostatnie rozdanie online. Od tamtej pory poświęciłem się swojemu życiu zawodowemu. Jako, że czuje się nie do końca rozliczony z TLP postanowiłem napisać trochę swoich przemyśleń na temat wyborów i zmian w moim życiu.

Pewnie część z Was wie, że skończyłem Prawo, obecnie jestem aplikantem adwokackim, czyli takim gogusiem co czuje się już jak prawdziwy prawnik, zgrywa takiego, ubiera się modniej niż Partnerzy Zarządzający wielkich firm prawniczych i myśli o sobie, że jest wyjątkowy 

Jeszcze rok temu grałem HU SNG, do którego zachęciły mnie produkcje Zapolka z konkurencyjnego serwisu. Musiałem jednak postawić się przed pewnym wyborem, gdyż granie „na poważnie” i jednocześnie rozwój zawodowy wykluczały się. Bycie prawnikiem, czy bycie pokerzystą to piękne profesje, które mają ze sobą wiele wspólnego. Praca polega na rozwiązywaniu zagadnień, tworzeniu nowych strategii, „walce” z przeciwnikiem. By być dobry trzeba się stale rozwijać i dokształcać, inwestować w siebie. Kosztuje to jednak wiele energii. Tymczasem ja musiałem opłacać mieszkanie, opłaty za szkolenie i tzw. „życie”. Wypłaciłem wszystko co miałem i zapłaciłem dużą część zobowiązań. Od tamtej pory trochę odetchnąłem, ale trzeba powiedzieć, że czułem się trochę jakbym miał całego rolla na środku stołu. BRM to nauka, którą będę się kierował całe życie.

Czasy dla prawnika są ciężkie. Zawód został otwarty, jest nas wielu, trzeba zadbać o to by być zauważonym. Oprócz solidnego warsztatu wiedzy, trzeba umieć się sprzedać.

Decyzja o podjęciu dalszej ścieżki zawodowej została podjęta już dawno temu, staram się być osobą konsekwentną. Widziałem jednak co się dzieje. Państwo pozwoliło wielu osobom na iluzoryczne myślenie, że każdy może zostać adwokatem/radcą prawnym – ja też się do nich zaliczam. Coś tam zmienili i tak to zostawili, niech się toczy. Korporacje zupełnie nieprzygotowane na napływ takich mas chętnych radzą sobie kiepsko. Szkolenie jest marnej jakości i nic nikogo nie obchodzi. Nie wiem jak z nas mają wyjść ludzie, kiedy co wykład przychodzi kolejny gwiazdor opowiadać o swoich sukcesach, lub anegdotki z sądowych korytarzy.

Duży wpływ na moją decyzję o rzuceniu pokera i poświęceniu się całkiem prawu był powód dla którego zacząłem w to grać. Pieniądze. Pierwszą styczność z tą grą miałem w połowie 2006 r. gdzie po chwili zabawy na Play Money i po przegraniu darmowych 5$ pojechałem pracować do Niemiec. Gdyby nie późniejsze sukcesy mojego dobrego kolegi w turniejach i zrodzona na tym wizja zarabiania fajnej kasy za granie w karty pewnie nawet bym nie wrócił do tej gry. Tak się zaczęło, jakaś edukacja, darmowe depozyty, ale na dobre wziąłem się za to kiedy wpłaciłem swoje własne 50 zł. Nabrałem szacunku do kasjera. Niestety ten kamień węgielny w dłuższym okresie czasu nie pozwolił mi na bycie dobrym graczem. Choć bardzo się starałem to nie mogłem przestać patrzeć na tą gre przez pryzmat pieniędzy. Potrzebowałem pieniędzy na utrzymanie. Naiwnie porzuciłem pracę na 2 roku studiów dla grania nl10/25, zamiast spokojnie grindować micro w wolnych chwilach.

Stanęło na tym, że grałem tylko i wyłącznie po to by mieć na jedzenie, ubrania, imprezy. Po pewnym czasie człowieka trafia jak w zwykłej pracy. Zazdrościłem podejścia osobom, które grały dla samej frajdy, bo to po prostu świetna gra. Wygrane przychodziły jako efekt uboczny.

Tak zakorzenione podejście i nastawienie na zysk nie opuściło mnie do końca.
Prawo wybrałem ze względu na to, że to nauka która do mnie trafia i jest to w moim przekonaniu najlepsza dziedzina w której można pracować. Rozumiem jego niuanse, uwielbiam rozwiązywać sytuacje problemowe. Czuje się wzbogacony jako człowiek. Z każdą sprawą rosnę.

Zrobiłem jeden poważny błąd za który muszę płacić do teraz. Granie w pokera dało mi taką niezależność, że przez dłuższy czas nie myślałem o swoim życiu zawodowym i jego przyszłości. Nie szukałem praktyk w kancelariach, nie brałem udziału w żadnych uczelnianych inicjatywach czy konferencjach. Teraz trzeba to nadrabiać, bo z mojego CV wynika, że jestem niezłym leniem, a to nieprawda.
Po kilku miesiącach poszukiwań udało mi się dostać pracę pod Warszawą w pewnej kancelarii. Okazało się, że na miejscu jestem tylko ja i pani sekretarko – manager. Adwokaci i radcowie wpadali od wielkiego dzwonu jak klienci byli umówieni. Po krótkim czasie przyzwyczaiłem się do takiego charakteru pracy. Byłem niezależny, nikt mi nie rozkazywał, mogłem spokojnie się zajmować zleceniami bez większego stresu. Klienci to raczej maluczcy z jakimiś mało skomplikowanymi sprawami. Rozwody, spadki, spory o kase, podziały majątku. Zarobki były kiepskie, szef tanim kosztem nabijał sobie kieszenie dzięki mnie, a ja będąc tego świadomy i tak się cieszyłem, że w końcu EXP leci i da mi wejście na rozmowę do lepszych firm. Zebrałem masę anegdot i z uśmiechem wspominam to miejsce. Psychicznie chorzy klienci, którzy czasem nawiedzali kancelarie mieli historie nie gorsze od tych na YouTube. Pierwsze doświadczenia z sądem jako profesjonalny pełnomocnik zostaną do końca życia. Praca była mało stresująca, niewymagająca i niestety mało perspektywiczna. Na początku 6 miesiąca pracy dostałem propozycje pracy w Warszawie, po pomyślnej rozmowie kwalifikacyjnej długo nie czekając złożyłem wypowiedzenie w pierwszej pracy. Nowa kancelaria to było coś z prawdziwego zdarzenia, szefowa uznany autorytet w środowisku, klienci z najwyższej półki, kancelaria w dogodnym miejscu na starówce :-) Byłem w prawniczym niebie.

Zaczęło się na szybko, dostałem przydział na klienta którym miałem się opiekować – temat autostrady. Ledwo co zdążyłem obejrzeć półkę z aktami i dostałem zadanie „wpadkowe”. Szefowa woziła się z pewną sprawą, która była w takim stadium, że widoki na powodzenie były niewielkie. Jako, że miałem już „doświadczenie” w procesie zostałem poproszony o to, żeby znaleźć „sposób”. Spędziłem 3 dni w bibliotece głowiąc się co z tym zrobić. Jasno zostało powiedziane, że szefowej bardzo zależy na tej sprawie bo chodzi o jej przyjaciółkę z którą się zna 30 lat – ekstra motywacja. Czułem przez skórę, że to może zaważyć o mojej przyszłości. Musiałem się pokazać przez 1 miesiąc próbny.

Udało się. Wymyśliłem co zrobić. Przedstawiłem swoją koncepcje. Została przyjęta z aprobatą, a ja czułem się dobrze z tym, że ładnie zacząłem. Przyjemność jaką miałem z poszukiwania rozwiązania napędzała mnie do dalszej ciężkiej pracy. Tak jak przypuszczałem moja praca zaważyła o podpisaniu ze mną umowy.

Znajomym wokół opowiadałem, że trafiłem do najlepszego miejsca na świecie, gdzie rozwinę się jak nigdzie indziej.

Później już nie było tak pięknie. Dostałem zadanie dotyczące tej samej sprawy, trzeba było się zmierzyć z Sądem Najwyższym. Świetnie. Przystąpiłem przygotowania projektu pisma i samej koncepcji rezultatu który chcieliśmy uzyskać. Przesłałem do zatwierdzenia. Jak nigdy niemal natychmiast dostałem odpowiedź, że praca jest dobra i ze wszystkim się zgodzono. Dziwiło mnie tylko dlaczego cały kredyt za pracę poszedł do mojej koleżanki, która się tym nie zajmowała… Ta dość szybko zwróciła uwagę chwalącej ją szefowej, że to moja praca ona zajmowała się innym wątkiem (byliśmy drużyną). „Aha ok.” tyle usłyszałem. Zaczęło coraz bardziej wyłaniać się postawa życiowa Pani Mecenas – skrajnej feministki, kobiety sukcesu, którą niegdyś porzucił mąż. Ona sama zwracała mi na początku uwagę, że mężczyźni mają z nią ciężej, no i ogólnie to ciężko ją czasem zrozumieć co było tłumaczone szybkim tokiem myślenia za którym nie nadążał aparat mowy ; DD

Następny dzień był początkiem końca. Sporządzone przez nas prace (sztuk 3) okazały się – w mniemaniu mecenas – kompletną klapą i bełkotem. Nie wdając się w szczegóły mojego 15-godzinnego dnia pracy nie wszystko udało się poprawić. Szefowa była wściekła, obwiniła nas o wszystko, zadzwoniła przy nas do swojej przyjaciółki i niemal płaczliwym głosem oznajmiła, że nie jest w stanie nic zrobić. Ja kompletnie nie rozumiałem co się dzieje, wczoraj zgoda, dziś wściekła, pisze mi jakieś głupie komentarze z których nic nie wynika, nie wiem jak poprawić, co poprawić – dramat. W końcu wstaje mówię do siebie „ja już nie wiem o co tutaj chodzi” i wychodzę ochłonąć na zewnątrz, na chwilę. Autentycznie czułem się stiltowany i bezsilny. Bardzo chciałem poprawić to co było nie tak, ale nie wiedziałem jak. Ona też nie. Zostawiła mnie samego ze sprawą która toczy się 4 rok i była kompletnie niepoinformowana we wszystkim. Koniec końców musiałem pojechać trochę wcześniej na pocztę i namówić Panią żeby przetrzymała mi datownik z pieczątką 10 min bo koleżanka jedzie z papierami spóźniona z biura (termin na wysłanie mijał tego dnia). Udało się. Poszło. W taksówce którą wracałem wspólnie z koleżanką i szefową usłyszeliśmy wykład i nie mogliśmy się naprzepraszać. Z perspektywy czasu myślę, że niepotrzebnie. Tydzień później dowiedziałem się, że moje losy w tej firmie zostały przesądzone. Nie potrafię radzić sobie w sytuacjach stresowych, i tak pracować nie możemy. Oprócz tego długi „speech” o tym jak to niedopuszczalne jest zostawić wszystko na ostatnią chwilę i że tutaj się tak nie pracuje. Nie mogłem sobie przypomnieć dnia w którym coś wyszło od nas nie w ostatniej chwili. Ale może to tylko ja.

Od tamtej chwili mój sen stał się koszmarem. Autentycznie poczułem co to znaczy izolacja w miejscu pracy. Mój szacunek do szefowej topniał z każdym dniem. Choć nikomu o tym nie mówiłem i starałem się zachowywać jak dotychczas.

Miałem do siebie duże pretensje – łyknąłem wszystkie ściemy jak pelikan. Uwierzyłem w ten raj na ziemi. Wiadomo, że prędzej czy później takie rzeczy wychodzą. Autentycznie widziałem Suits po polsku (nawiasem mówiąc szefowa jest fanką ). Później okazało się, że nie tylko ja uległem czarowi. Ale tak samo jak wszyscy wokół szybko się rozczarowałem. Szczytem było jednak kiedy dowiedziałem się, że chciano wobec mnie ponownie sprowokować sytuację stresową i sprawdzić jak się zachowam. Odmówiono.
Międzyczasie lista klientów bardzo stopniała na skutek jakiś gierek w które szefowa się zamieszała. Szkoda, bo były fajne rzeczy do robienia. Sprawy medialne i spory kaliber.

Ja tymczasem dostałem podpowiedź, że mam się skupić nad skargą kasacyjną, bo to zaważy o mojej przyszłości w firmie. Wierzcie mi siedziałem nad tym ile mogłem. To najtrudniejsze pismo pod względem wymogów formalnych. 90% jest odwalana przez Sąd Najwyższy bez czytania za braki. No stres. Nawet nie przeczytała tego. 37 stron, 2 tygodnie wyjęte z życia na nic. Pani dyrektor zarządzająca zaprosiła mnie na rozmowę i poinformowała, że pomimo silnego wsparcia ludzi w firmie i jej osobistych próśb współpraca ze mną nie zostanie przedłużona i od nowego roku muszę szukać nowego miejsca. Na pytanie o powód powiedziano mi, że niestety sytuacją którą opisałem wyżej zostawiła niezatarte wrażenie. Sick.

Powiedziałem swoim współpracownikom o tym co się dzieje. Zdziwienie było niemałe. Pojawiło się nawet poczucie winy. Moja najbliższa koleżanka chciała sama iść wstawić się za mną. Dopiero kiedy wyraźnie i stanowczo zabroniłem jej czegoś takiego - przystała. Chciałem uniknąć takiej sytuacji dlatego do ostatniej chwili zachowałem dla siebie wiadomość o mojej sytuacji.

Odpoczywam. Po całym roku pełnym napięcia i braku wakacji postanowiłem sobie po prostu odpocząć. Dziś już się zmęczyłem tym leżeniem i postanowiłem coś napisać. Dawno już chciałem napisać ten odcinek bloga. Nic w nim pokerowego, ale myślę, że dobrze jest przeczytać jak sobie radzą osoby, które poświęciły serwisowi prawie 4 lata życia : )
Zaczynam na nowo szukać, teraz raczej okres plaży, ale pewnie niedługo zacznie się wysyp ofert z uwagi na rotacje więc będzie gdzie się pokazać. Wzmocniony o doświadczenia minionego roku, podniesione kwalifikacje będę stawał pewniej przed potencjalnymi pracodawcami.

Kiedy tu przyszedłem było trochę inaczej. Każdy z melancholią wraca do złotych czasów, kiedy można było wszystko, przemysł się rozwijał, a wizja wjazdu celników pojawiała się tylko w żartach. Można było chodzić na lokalne ligi i brać udział w fajnych turniejach.

Często kiedy tu zaglądam mam ochotę wrócić do grania. Dużo dobrych wspomnień. Jednak obie prace są tak wyczerpujące umysłowo i wymagają takiego poświecenia, że trzeba wybrać albo jedno albo drugie. Moim zdaniem nie da się być bardzo dobrym robiąc obie te rzeczy. Poker nauczył mnie większej odporności na stres, w pewnym stopniu uwolnił mnie od przywiązania do pieniądza, wiem też że muszę inwestować w siebie i podnosić skilla to prosta i oklepana rada, ale jakże skuteczna i niedoceniana. Dlatego poświęcam się prawu, jako że widzę tu dla siebie większą przyszłość. Po prostu lubię to z samej natury rzeczy.

Ja już swoją drogę wybrałem, ale nigdy nie zapomnę przygody z pokerem. Pewnie był ją powtórzył, choć z paroma poprawkami ; )
Dzięki wszystkim za uwagę : ]
Manius


*****2 votes
Facebook Twitter
He loves his pairs. He loves his draws. He likes high cards. He pretty much loves everything but the fold button. 

Zupa   . gru 27 2012 16:37. Postów 1770

Dobry wpis ;-)

Mógłbym napisać wpis na blogu w podobnym tonie. 24 lutego 2012 rozegrałem ostatnie rozdanie w pokera, a potem skupiłem się na pracy ;> Inna branża, inne historie, ale generalnie przerzucenie się na poważne, zawodowe życie.

Napiszę to jeszcze raz: fajny, dojrzały wpis. Propsy. Takie coś czyta się z przyjemnością chociaż wiem, że sama historia nie nie była przyjemna dla Ciebie.

Good Luck!


Marw   . gru 27 2012 17:25. Postów 204

Hah chyba jestem w podobnej sytuacji jak Ty kiedys. Teraz studiuje prawo i tez robie w najlepszym razie minimum(na razie zadnych praktyk etc)bo gram w pokera i naprawde trudno dawac rade na dwoch takich ciezkich frontach. W efekcie jestem sredni w obu tych rzeczach. Btw bardzo ciekawy wpis odnosnie prawniczej rzeczywistosci w Polsce. Nigdy nie myslalem,ze bedzie tak jak w Suits, ale Twoja historia zaskoczyla mnie w negatywny sposob.


JZ   . gru 27 2012 17:50. Postów 46

c'est la vie
Bardzo ciekawy wpis, jedni odchodza ze swiata pokerowego, z kolei inni duzo by dali zeby wsiasc na tego konia i z niego nie spasc. Powodzenia w dalszej karierze.
PS.
Tez masz takie dobre dupy w kancelarii jak w "Suits"?


dafi250   . gru 27 2012 17:58. Postów 2013

Jedyna rzecza ktora laczy polska rzeczywistosc z Suits to - gnebienie w korpo mlodziakow,praca po godzinach i taki przelozony przypominajacy Louisa - no i to by chyba bylo tyle o dobrych dupeczkach, garniturach Armaniego, milionowych premiach za dobrze wykonana robote, sztuce retoryki na salach sadowych godnej greckich znamienitych filozofow mozna tylko pomarzyc


LukeLasko1   . gru 27 2012 19:40. Postów 780

Zajebisty wpis. Powodzenia kurczę.

Od razu naszła mnie ochota na sięgnięcie po Grishama


nlloser60   . gru 27 2012 22:07. Postów 865

super wpis. Mam takie pytanie. Rozumiem, ze prawo jest Twoja pasja ze wzgledu na to, ze przynosi sprawiedliwosc tak jakby. Jezeli tak, to jal radzzisz sobie z tym, ze rzeczywistosc jest inna? Chodzi mi o to, ze prawo jest tak zjebane i zagmatwane iz generalnie liczy sie bardziej tylko to jak oblatany w nim jest prawnik.


Manius   . gru 28 2012 01:59. Postów 3807

Dzięki za wpisy

Marw: póki jesteś na studiach myślę, że odnajdziesz balance. Moim przykładem weź poszukaj sobie czegoś lajtowego. Jak zaczniesz trochę pracować w zawodzie to i lepiej będziesz wiedział co dalej robić ze sobą w życiu.

JZ: nienajgorsze, jak na random choice bez castingu całkiem nieźle trafiłem

LukeLasko1: Dziękuję. W oczekiwaniu na Suitsy chyba też zajdę do księgarni.

nlloser60: Dzięki. Z mojego punktu widzenia sprawiedliwość to stan utopijny do którego ciągle dążymy. Świat jest jaki jest i trzeba się do niego dostosować. Ja raczej walczę o najlepsze wyniki. Często klient Ci przyjdzie z jakąś sprawą w takim stanie, że niewiele da się zrobić. Wtedy niewelujesz tylko straty. Prawo jest skomplikowane bo takie wymagania stawia współczesne społeczeństwo. Każdy chce mieć (słusznie) tyle samo praw, więc trzeba to zapewnić. Ilość uczestników obrotu jest bardzo duża, więc i przepisy są obszerne. Fakt, że wiele przepisów jest archaicznych, ale od tego mamy sądy, które pewną praktykę utrwalają, żeby była jasność i dostosowanie do współczesnych realiów. W Polsce kultura prawna kuleje. W dobie internetu i tak jest lepiej bo dostęp jest szerszy i czasami Mec. Google pomoże. Trzeba jednak pamiętać, że ludzie szukają w internecie odpowiedzi na każde swoje pytania zanim przejdą się do specjalisty. Gdyby było jednak tak, że zanim ktoś coś zrobi, albo podejmie decyzję poprosi o radę swojego prawnika można by uniknąć tych skomplikowanych sytuacji prawnych. Świat jest pełen pułapek. Obrót gospodarczy byłby bezpieczniejszy gdyby zwykli ludzie również sięgali po rady, skutki są często opłakane, konsekwencje finansowe również.

Problem w tym, że ciężko się przemóc do zapłacenia 100 zł za poradę. Nie otrzymujemy żadnego fizycznego produktu, widocznych efektów też nie ma

Prawo jest zagmatwane, a medycyna jeszcze bardziej. Nic nie poradzisz. Ze skomplikowanymi sytuacjami mamy do czynienia wtedy kiedy albo sami coś kombinujemy, albo przez swoje niedbalstwo doprowadzimy do pewnych stanów prawnych, które ciężko odwrócić. Jak w każdym zawodzie są lepsi i gorsi przedstawiciele (dentyści, chirurdzy, architekci). Efekt ich pracy będzie nas obciążał. Nie ma w życiu żadnego parasola ochronnego, który pozwoli nam iść przez nie, mając wszystko w nosie, ufając, że sprawiedliwość sama nas obroni. Sądy powstały po to, żeby niezależna osoba oceniła naszą sytuację i poddała ją pod osąd. To od nas i naszych starań zależy czy uda nam się ją przekonać. To jest istota kulturalnego sporu.

AD Wpis.

Po dłuższym czasie spędzonym nad moją sprawą, nazwijmy to "gwoździem do trumny" doszedłem do wniosku (nie tylko ja), że została przerżnięta już na samym początku i to tylko dlatego, że w grę weszły chore ambicje. Jeżeli mogę wam coś poradzić to kiedy już będziecie szukać sobie prawnika do pomocy, wybierajcie osoby stonowane i zdystansowane. Nie ma nic gorszego niż osobiste angażowanie się w sprawę i emocjonalne podejście. Taka osoba będzie utożsamiać się z Wami, ale zabraknie chłodnej kalkulacji i rozsądku. Niepotrzebny jest kolejny poplecznik wspierający w sprawie, od tego jest rodzina i przyjaciele. To ma być osoba, która przeprowadzi was przez "rzekę". Zamiast tego otrzymacie piękny teatrzyk gdzie pełnomocnik będzie wyglądał jak osoba walcząca do samego końca i nie odpuszczająca, a w rzeczywistości każdy na sali - łącznie z sędzią - będzie znał wynik sprawy.

Osobiście mam nadzieję, że oprócz wgrywania spraw będę mógł w pewnym sensie edukować ludzi którzy mnie wynajmą, tak na przyszłość. Prawnik to piękny zawód, jednak bardzo swingowy. Nie da się ciągle wygrywać i na ten czas trzeba przygotować siebie i mocodawcę, dać mu w zamian choć doświadczenie i wiedzę, choćby taką, że wcześniej podniesie słuchawkę i zadzwoni zapytać.


Zapomniałem wspomnieć również o tym, że moja szefowa wiedziała, że grałem w pokera "zawodowo" i bardzo jej się to podobało. Niestety w jej wizji miałem być osobą nie do złamania, która będzie stanowiła filar kancelarii. Moim zdaniem podejście z góry nieprawidłowe. Gdybym miał aspiracje do zostania taką osobą zgodnie z jej wizją w niedługim czasie powstałyby 2 obozy, szczerze to myślę, że miałbym więcej zwolenników. Wydaje mi się, że byłem dobrym duchem w tej pracy. Pomagałem innym, zawsze wsparłem jakimś słowem, wprowadzałem luźniejszą atmosferę, ale to wszystko na płaszczyźnie indywidualnej. Nie miałem aspiracji pretendować do pozycji jakiegoś wewnętrznego lidera, bardziej ze mnie samotny jeździec. Kiedy i ta przesłanka odpadła również stałem się niepotrzebny.

Być może mój wpis wygląda trochę jak żale wyrzuconego pracownika. W pewnym sensie tym są, bo uniknąć się tego nie da. Spotkałem na swojej drodze syna naszej klientki od wspomnianej sprawy. Jakież było moje zdziwienie, dlaczego nie zajmuje się sam tą sprawą, dlaczego nie pracuje w tej kancelarii skoro nie ma pracy poza wykładaniem na uczelni. Chłopak w moim wieku z reputacją Mistrza Yody w prawie. Jego pierwsze słowa w moją stronę: "długo już wytrzymałeś? ja tam byłem miesiąc". Chłopak sprzedał mi takie bomby na temat tego miejsca, że mnie przytkało. Jego spostrzeżenia pokrywały się w dużej mierze z moimi. Tym bardziej beż żalu opuszczałem ten obóz.

He loves his pairs. He loves his draws. He likes high cards. He pretty much loves everything but the fold button. 

Defrag   . gru 28 2012 06:47. Postów 12531

Manius, wpis ekstra, troche jak krotki odcinek Suitsow :D

Z Twojej perspektywy ta kobieta kierujaca kancelaria wyglada bardzo nieprofesjonalnie - akurat od prawnika obiektywnosci i braku uprzedzen spodziewalbym sie na pierwszym miejscu. No ale nie takie cuda juz widziano.

 Ostatnia Modyfikacja: 28/12/2012 06:47

naszebloki   . gru 28 2012 06:57. Postów 1187

Super wpis. Dobre podejście, wyciągnąć wnioski z cennych doświadczeń, nie oglądać się za siebie i z podniesioną głową iść do przodu. Zmierzając na szczyt nie narzekaj, że masz pod górę. Tak trzymaj, never give up

W maju jak w raju- jest tu pieknie! 

SzybkiLopez   . gru 28 2012 07:06. Postów 596

nie chciałbym mieć nic wspólnego z taką "szefową" - zryty beret, nic dziwnego że mąż ją zostawił

<już nie ważne>

naprawcie polskie znaki, opera userOstatnia Modyfikacja: 28/12/2012 07:15

ziolosos   . gru 28 2012 07:26. Postów 674

"Niestety ten kamień węgielny w dłuższym okresie czasu nie pozwolił mi na bycie dobrym graczem."
Jeśli podobne błędy robiłeś w tej pracy co Cię zwolniono, to ja się nie dziwię. Niemniej powodzenia w dalszej karierze.


Manius   . gru 28 2012 07:27. Postów 3807

o już znikło

na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że czas trwania umowy - jako jedno z najważniejszych postanowień - nie może być zmieniony w drodze aneksu. Jest to nowa umowa.

Chyba nie ma sensu dalszy wywód skoro już znalazłeś rozwiązanie

He loves his pairs. He loves his draws. He likes high cards. He pretty much loves everything but the fold button. 

Manius   . gru 28 2012 07:30. Postów 3807


  Dnia: Grudzień 28 2012 06:26 ziolosos napisał(a):
"Niestety ten kamień węgielny w dłuższym okresie czasu nie pozwolił mi na bycie dobrym graczem."
Jeśli podobne błędy robiłeś w tej pracy co Cię zwolniono, to ja się nie dziwię. Niemniej powodzenia w dalszej karierze.



nie do końca rozumiem do czego dążysz, mógłbyś rozwinąć ?

He loves his pairs. He loves his draws. He likes high cards. He pretty much loves everything but the fold button. 

ziolosos   . gru 28 2012 08:36. Postów 674

Sure, nie ma czegoś takiego jak "okres czasu", to jest masło maślane. Prościej - "w ciągu 7 dni mam zamiar biegać przez tydzień".


Manius   . gru 28 2012 09:07. Postów 3807

Thx nigdy na to nie zwróciłem uwagi. Przyzwyczaiłem się do tego jak do sprawiedliwości społecznej, zasad współżycia społecznego i dobrych obyczajów :D

Za takie rzeczy się jednak z pracy nie wyrzuca

To stwierdzenie wzięło się chyba z produkcji pokerowych, często się tam pojawia jako odpowiednik longrun.

He loves his pairs. He loves his draws. He likes high cards. He pretty much loves everything but the fold button. 

ziolosos   . gru 28 2012 10:17. Postów 674

"Niestety ten kamień węgielny w dłuższym okresie czasu nie pozwolił mi na bycie dobrym graczem."
Jeśli podobne błędy robiłeś w tej pracy co Cię zwolniono, to ja się nie dziwię. Niemniej powodzenia w dalszej karierze

Nawiązywałem do tego, że w pracy adwokata na pewno trzeba być min. w chuj dokładnym i zwracać uwagę na drobne szczególiki, a "okres czasu" to dość duży błąd ;]


Manius   . gru 28 2012 10:41. Postów 3807

Myślę, że stawianie na równi błędów językowych z precyzyjnym spełnianiem wymogów formalnych stawianych pismom procesowym byłoby zbyt daleko idącym posunięciem

Dziękuję jednak za uwagę, jest cenna. Jako że dużo pisać zacząłem dopiero od niedawna, wiem, że warsztat jest cały czas do poprawiania.

He loves his pairs. He loves his draws. He likes high cards. He pretty much loves everything but the fold button. 

Smith   . gru 28 2012 12:46. Postów 5060

powodzenia, moze za rok napisze cos o sobie jak zaczne pracowac :D

nietrafiony draw -bi, tilt -4bi, mina wydymanego fisha - bezcenne ;] 

SirMario   . gru 28 2012 13:58. Postów 3512

"Wydaje mi się, że okres czasu, pomimo że jest pleonazmem, nie zawsze daje się zastąpić odcinkiem czasu, czasem czy okresem. Czy nie można by już tego uznać za dopuszczalne?

Okres czasu jest nie bardziej pleonastyczny niż pajda chleba albo ząbek czosnku. I nie zawsze zamiana okresu czasu na odcinek czasu jest zmianą na lepsze – por. przykład cytowany w Słowniku wyrazów kłopotliwych PWN. Ale skoro tak wiele osób uważa – słusznie czy nie – że okres czasu jest wykroczeniem językowym, to może lepiej tego sformułowania unikać. Chyba że woli Pani iść pod prąd i swoim zachowaniem zmieniać stan społecznej świadomości językowej.
— Mirosław Bańko"

Też mi się wydaje dopuszczalne, jak facet mówi "o okresie" to dziwnie na niego patrzę. Zresztą w angielskim powszechne jest time period albo period of time.

 Ostatnia Modyfikacja: 28/12/2012 14:04

 
 1 
  2 
  > 


Łatwy VIP na portfelu skrill


Streamy pokerowe



Copyright © 2021. TLPoker.pl Wszelkie prawa zastrzeżone
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację jego regulaminu.
Serwis przeznaczony jest wyłącznie dla polskojęzycznych obywateli państw, w których uczestnictwo i reklamowanie pokera internetowego jest legalne.
Kontakt Mapa strony LiquidPoker